[ Pobierz całość w formacie PDF ]
miotuję w samochodzie.
Machnął ręką, słysząc te słowa.
- Wcale o tym nie myślałem. Po prostu chciałem, że�
byś się już lepiej poczuła - rzekł z westchnieniem.
CARLA CASSIDY
144
O, do licha! Nie powinien mówić jej miłych rzeczy.
Nie teraz, kiedy czuła, że już niedługo będą się musieli
rozstać. To tylko powiększa ból i czyni całą sprawę je�
szcze bardziej smutną. Lana nie miała pojęcia, czy gdyby
wiedziała o tym wszystkim, to ponownie zdecydowałaby
się na taki związek. Być może jej życie nie obfitowało
w wielkie uniesienia, ale też nie było w nim bólu czy
nawet większego smutku. A tu nagle poczuła się potwor�
nie przybita i sponiewierana. Sama tego chciałam, po�
wtarzała w duchu. Ale to nie pomagało.
Zerknęła w bok i zobaczyła jego profil na tle prze�
suwającego się krajobrazu. Chance wyglądał naprawdę
wspaniale. Wcale nie chciała się z nim rozstawać.
Zwiadoma tego, że czas upływa, starała się zapamiętać
wszystkie szczegóły. Krótkie, zaczesane do góry włosy, zie�
lone oczy, mocny podbródek... Tak, Chance jest najprzy�
stojniejszym mężczyzną, jakiego zna. I najsilniejszym, do�
dała w myślach, spoglądając na jego szerokie ramiona.
Wciąż wydawało jej się, że czuje na sobie jego ciało.
Pamiętała wszystkie intymne szczegóły z tym związane,
jak również to, że Chance ma niewielką myszkę tuż koło
pępka, a jego pierś i nogi pokryte są złotymi włoskami,
bardzo miłymi w dotyku. Myśl o tym spowodowała, że
zrobiło jej się gorąco. Och, te wspaniałe pieszczoty, bę�
dące wstępem do czegoś większego albo celem samym
w sobie. Te przedłużające się chwile, kiedy mogła czuć
go w sobie i pózniejsze minuty, kiedy leżeli obok siebie,
starając się złapać oddech.
- Znowu zle się czujesz? - zaniepokoił się Chance.
- Nie, nie. To nie to - odrzekła z roztargnieniem.
Wiedziała, że będzie jej brakować Chance'a i chwil,
które mogli spędzić na pieszczotach. Mogła się domyślać,
POWR�T DO PROSPERINO 145
że ból zostanie w niej na długo, może na zawsze. Ale
postara się jak najlepiej wychować jego syna lub córkę.
Ciekawiło ją, czy dziecko będzie podobne do ojca i...
czy będzie mogła patrzeć na nie bez bólu?
Znowu zaczęła odpychać od siebie te niepokojące my�
śli. Nie chciała zamartwiać się na zapas. Postanowiła po
prostu czekać, co jej przyniesie los, chociaż było to bar�
dzo trudne. Zawsze jednak miała w sobie sporo cierpli�
wości i liczyła, że tym razem będzie mogła się na tym
oprzeć.
Teraz musi zaczekać, aż kupią test i przekonają się,
czy rzeczywiście zaszła w ciążę.
Kiedy dojechali do miasteczka, oboje ruszyli w stronę
apteki. Po drodze Chance przypomniał sobie o różnych
sprawunkach, z którymi zwlekał, ale zdecydował, że zaj�
mie się nimi przy najbliższej okazji. Teraz ma ważniejsze
sprawy na głowie.
Kiedy powiedział o tym Lanie, nalegała, by jednak
załatwili najważniejsze sprawy.
- Przecież nic się nie dzieje - przekonywała go. -
Prawdę mówiąc, krótki spacer dobrze mi zrobi.
Po chwili namysłu skinął głową.
- Dobrze, wobec tego chodzmy do sklepu żelaznego.
Nawet ucieszył się z takiego rozwiązania, ponieważ
mógł poprosić Lanę o pomoc. Chciał kupić nowe uchwy�
ty do szafek, a także nowe zawiasy, ponieważ część sta�
rych była już mocno zabrudzona lub przeżarta rdzą. Lana
pomogła mu też wybrać najlepsze środki czyszczące do
podłogi i mebli.
Ale cały czas myślał o stanie, w jakim znajduje się
jego żona. Bardzo zle odebrał to, co wydarzyło się w ku-
146 CARLA CASSIDY
chni. Już wcześniej słyszał o porannych mdłościach, ale
nie miał pojęcia, że właśnie tak to wygląda. Było mu
przykro, kiedy Lana, blada i wymęczona, pojawiła się
znów na dole. Widział, jak wielkim łukiem omijała dzba�
nek z kawą. Jak starała się nie wdychać kuchennych za�
pachów...
Dlaczego, na miłość boską, kobiety chcą zachodzić
w ciążę? Przecież to zupełnie nie ma sensu!
Co prawda Lana zachowywała się zupełnie normalnie,
ale wiedział, że po jakimś czasie zaczną ją trapić inne przy�
padłości. Przede wszystkim stanie się ociężała. Być może
nawet sporo przytyje, a potem będzie miała problemy z od�
zyskaniem dawnej figury. Poza tym mogą ją nękać na przy�
kład żylaki, a już z całą pewnością opuchlizna nóg. Zwła�
szcza jeśli rozwiązanie nastąpi pod koniec czerwca, a więc
w czasie pierwszej fali upałów. Tak, to szaleństwo, powta�
rzał w duchu. Prawdziwe szaleństwo. Dlaczego w ogóle
zgodził się na ten bezsensowny układ?
Kiedy wyszli z drugiego z kolei sklepu, spojrzał na
zegarek. Dochodziła dwunasta.
- Może coś zjesz? - zaproponował Lanie. - Przecież
rano prawie nie tknęłaś jedzenia.
Z uśmiechem skinęła głową.
- Teraz zjem z przyjemnością - odparła.
Poszli do kawiarni, gdzie można było też dostać ze�
stawy śniadaniowe, i zajęli lożę w kącie sali. Po chwili
pojawiła się przy nich sama Angie. [ Pobierz całość w formacie PDF ]
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl freetocraft.keep.pl
miotuję w samochodzie.
Machnął ręką, słysząc te słowa.
- Wcale o tym nie myślałem. Po prostu chciałem, że�
byś się już lepiej poczuła - rzekł z westchnieniem.
CARLA CASSIDY
144
O, do licha! Nie powinien mówić jej miłych rzeczy.
Nie teraz, kiedy czuła, że już niedługo będą się musieli
rozstać. To tylko powiększa ból i czyni całą sprawę je�
szcze bardziej smutną. Lana nie miała pojęcia, czy gdyby
wiedziała o tym wszystkim, to ponownie zdecydowałaby
się na taki związek. Być może jej życie nie obfitowało
w wielkie uniesienia, ale też nie było w nim bólu czy
nawet większego smutku. A tu nagle poczuła się potwor�
nie przybita i sponiewierana. Sama tego chciałam, po�
wtarzała w duchu. Ale to nie pomagało.
Zerknęła w bok i zobaczyła jego profil na tle prze�
suwającego się krajobrazu. Chance wyglądał naprawdę
wspaniale. Wcale nie chciała się z nim rozstawać.
Zwiadoma tego, że czas upływa, starała się zapamiętać
wszystkie szczegóły. Krótkie, zaczesane do góry włosy, zie�
lone oczy, mocny podbródek... Tak, Chance jest najprzy�
stojniejszym mężczyzną, jakiego zna. I najsilniejszym, do�
dała w myślach, spoglądając na jego szerokie ramiona.
Wciąż wydawało jej się, że czuje na sobie jego ciało.
Pamiętała wszystkie intymne szczegóły z tym związane,
jak również to, że Chance ma niewielką myszkę tuż koło
pępka, a jego pierś i nogi pokryte są złotymi włoskami,
bardzo miłymi w dotyku. Myśl o tym spowodowała, że
zrobiło jej się gorąco. Och, te wspaniałe pieszczoty, bę�
dące wstępem do czegoś większego albo celem samym
w sobie. Te przedłużające się chwile, kiedy mogła czuć
go w sobie i pózniejsze minuty, kiedy leżeli obok siebie,
starając się złapać oddech.
- Znowu zle się czujesz? - zaniepokoił się Chance.
- Nie, nie. To nie to - odrzekła z roztargnieniem.
Wiedziała, że będzie jej brakować Chance'a i chwil,
które mogli spędzić na pieszczotach. Mogła się domyślać,
POWR�T DO PROSPERINO 145
że ból zostanie w niej na długo, może na zawsze. Ale
postara się jak najlepiej wychować jego syna lub córkę.
Ciekawiło ją, czy dziecko będzie podobne do ojca i...
czy będzie mogła patrzeć na nie bez bólu?
Znowu zaczęła odpychać od siebie te niepokojące my�
śli. Nie chciała zamartwiać się na zapas. Postanowiła po
prostu czekać, co jej przyniesie los, chociaż było to bar�
dzo trudne. Zawsze jednak miała w sobie sporo cierpli�
wości i liczyła, że tym razem będzie mogła się na tym
oprzeć.
Teraz musi zaczekać, aż kupią test i przekonają się,
czy rzeczywiście zaszła w ciążę.
Kiedy dojechali do miasteczka, oboje ruszyli w stronę
apteki. Po drodze Chance przypomniał sobie o różnych
sprawunkach, z którymi zwlekał, ale zdecydował, że zaj�
mie się nimi przy najbliższej okazji. Teraz ma ważniejsze
sprawy na głowie.
Kiedy powiedział o tym Lanie, nalegała, by jednak
załatwili najważniejsze sprawy.
- Przecież nic się nie dzieje - przekonywała go. -
Prawdę mówiąc, krótki spacer dobrze mi zrobi.
Po chwili namysłu skinął głową.
- Dobrze, wobec tego chodzmy do sklepu żelaznego.
Nawet ucieszył się z takiego rozwiązania, ponieważ
mógł poprosić Lanę o pomoc. Chciał kupić nowe uchwy�
ty do szafek, a także nowe zawiasy, ponieważ część sta�
rych była już mocno zabrudzona lub przeżarta rdzą. Lana
pomogła mu też wybrać najlepsze środki czyszczące do
podłogi i mebli.
Ale cały czas myślał o stanie, w jakim znajduje się
jego żona. Bardzo zle odebrał to, co wydarzyło się w ku-
146 CARLA CASSIDY
chni. Już wcześniej słyszał o porannych mdłościach, ale
nie miał pojęcia, że właśnie tak to wygląda. Było mu
przykro, kiedy Lana, blada i wymęczona, pojawiła się
znów na dole. Widział, jak wielkim łukiem omijała dzba�
nek z kawą. Jak starała się nie wdychać kuchennych za�
pachów...
Dlaczego, na miłość boską, kobiety chcą zachodzić
w ciążę? Przecież to zupełnie nie ma sensu!
Co prawda Lana zachowywała się zupełnie normalnie,
ale wiedział, że po jakimś czasie zaczną ją trapić inne przy�
padłości. Przede wszystkim stanie się ociężała. Być może
nawet sporo przytyje, a potem będzie miała problemy z od�
zyskaniem dawnej figury. Poza tym mogą ją nękać na przy�
kład żylaki, a już z całą pewnością opuchlizna nóg. Zwła�
szcza jeśli rozwiązanie nastąpi pod koniec czerwca, a więc
w czasie pierwszej fali upałów. Tak, to szaleństwo, powta�
rzał w duchu. Prawdziwe szaleństwo. Dlaczego w ogóle
zgodził się na ten bezsensowny układ?
Kiedy wyszli z drugiego z kolei sklepu, spojrzał na
zegarek. Dochodziła dwunasta.
- Może coś zjesz? - zaproponował Lanie. - Przecież
rano prawie nie tknęłaś jedzenia.
Z uśmiechem skinęła głową.
- Teraz zjem z przyjemnością - odparła.
Poszli do kawiarni, gdzie można było też dostać ze�
stawy śniadaniowe, i zajęli lożę w kącie sali. Po chwili
pojawiła się przy nich sama Angie. [ Pobierz całość w formacie PDF ]